Skip to content

Przygoda z aparatami Fuji u Bartka.

W pewnym momencie poczułem potrzebę posiadania małego aparatu, który oferuje lepszą jakość niż ten w telefonie. Po wstępnym rozeznaniu się w temacie, postawiłem na aparat typu point and shoot. Kierując się kryterium posiadanej gotówki, zrezygnowałem z dość drogich wtedy kompaktów cyfrowych, postawiłem na film. W sieci znalazłem wiele testów, w których było kilka ciekawych propozycji.

Wybór padł na Olympusa Mju II. Przeczytałem o nim wiele dobrego. Obejrzałem wiele zdjęć, w których poszukiwaniu mistrzem jest Rafał. Pokazał zdjęcia wykonane tym aparatem przez Pawła. Po zakupie aparat, zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Mały, wielkości paczki papierosów, prosty w obsłudze –  otwierasz, wyłączasz lampę, celujesz, robisz zdjęcie, chowasz do kieszeni i idziesz dalej. Czego chcieć więcej? Kontroli ekspozycji. Niestety w aparacie jedyne parametry, którymi możemy sterować to tryb lampy błyskowej oraz pomiar światła. Jako fotograficzny dziennik, niezobowiązujący aparat, który zastępuje dużą pełną klatkę z 35ką – super alternatywa kiedy jest dobre światło. Mju został, wisi w kuchni i portretuje gości. Listę wymagań rozszerzyłem, aparat miał być kompaktowy oraz umożliwiać pełną kontrolę nad obrazem. Wiedząc, że będzie to cyfra zwiększył się również budżet.

W tym samym czasie pojawia się promocja Fujifilm X-M1 z obiektywem 27 mm 2.8. Przed zakupem czytam to co znajduję w sieci. Wydaje się być interesującym wyborem, zamiast wizjera odchylany ekran, który można potraktować jak matówkę starego średniego formatu. Biorę. Wyciągam z pudełka, nie wyjmuję nawet kitowego obiektywu od razu przypinam 27kę. Jakość obrazu rozkłada mnie na łopatki, obsługa trochę mniej. Brak wizjera daje się we znaki już po pierwszych zdjęciach, potem niesmak po zakupie staje się coraz większy. Szybko decyduje się znaleźć coś innego i go sprzedać. Po obróbce zdjęć z aparatu wiem, że będzie to coś ze stajni Fuji – matryca jest świetna, no i mam już obiektyw, którego kąt widzenia bardzo przypadł mi do gustu.

Nadchodzą święta i Fujifilm szaleje z kolejną promocją tym razem na  X-E2, do którego dorzuca obiektyw 18mm 2.0. Składa się świetny zestaw – szeroki kąt i standard, więcej do szczęście mi nie trzeba. Oba obiektywy są bardzo małe w porównaniu do ich ekwiwalentów w Nikonie. Wystarczy przerzucić aparat z obiektywem przez ramię, drugie szkło wrzucić do kieszeni kurtki i można wyjść z domu bez wielkiej torby. Po przyłożeniu wizjera do oka i zrobieniu pierwszych zdjęć w ciemnym pubie podczas spotkania świątecznego ze znajomymi z liceum, utwierdzam się w słuszności tej zmiany. Od tamtej pory mam zawsze przy sobie aparat, który daje mi jakość zdjęć zbliżoną do pełnej klatki. Ba! Niekiedy, podczas lżejszych zleceń jest to mój jedyny aparat, a ostatnio po wgraniu nowego oprogramowania zaczynam myśleć o ograniczeniu się do jednego systemu.

 

2

3

4

5

6

7

8

9

1

10

Napisz komentarz jako pierwszy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *