Skip to content

Czy warto inwestować w X100

X100, aparat kompaktowy zaprezentowany światu przez Fujifilm w 2010r na targach Photokina. Fascynował przede wszystkim dużą matrycą, jasnym obiektywem o przesłonie f 2.o w niewielkiej, zwartej, wykonanej z dobrych materiałów, stylowej obudowie. Również mnie  zainteresował on bardzo w tamtym czasie choć nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, co pisałem w pierwszym poście na temat początków mojej przygody z x100.

RAF_8690

W poniższym tekście pokrótce wypunktuję lub opiszę subiektywnie i wybiórczo elementy aparatu które przekonały mnie w zeszłym roku do zakupu aparatu 5 lat po jego premierze. Oczywiście nie jest to aparat bez wad i dlatego też wytłuściłem minusy które podczas użytkowania dają o sobie znać.

1. Ergonomia

Gdy szukałem małego aczkolwiek dobrego aparatu zależało mi na jak najlepszej ergonomii, do której przyzwyczaiły mnie cięższe i większe lustrzanki na których pracuję. X100 posiada na zewnątrz obudowy wszytko to, nad czym powinniśmy panować w fotografii, czyli:

  •  Pierścień przysłony na obiektywie dzięki któremu jestem w stanie w prosty i łatwy sposób zmienić przysłonę
  •  Pokrętło kompensacji ekspozycji w zakresie – 2 / +2 EV , to jeden z tych elementów sterujących bez których nie wyobrażam sobie swojego aparatu ! :]
  • Przyciski funkcyjne, Fujifilm zadbało o użytkowników, bowiem posiada on dwa funkcyjne przyciski „Fn” oraz „Raw”, pod które osobiście mam przypisane ISO i nieoceniony filtr szary ND8 który wielokrotnie pomaga przy robieniu zdjęć w mocnym słońcu na pełnym otworzy przysłony.
  •  Blokada ostrości / ekspozycji, to też ważny przycisk dla mnie który wielokrotnie pomaga mi  przy kontrastowej scenerii
  •  Tryb pomiaru światła, w którym najbardziej upodobałem sobie pomiar średnio ważony, jest po prosty świetny !

RAF_8721

2. Wizjer

Kolejnym ważnym elementem,  bez którego nie wyobrażam sobie aparatu  jest wizjer i to nie byle jaki wizjer, bo hybrydowy. Posiada on dwa tryby tj. OVF i EVF, czyli optyczny i elektroniczny. Mamy tu dowolność w patrzeniu na świat, której nie dawał nam wcześniej żaden inny aparat. Każdy z nich niesie z sobą plusy i minusy. W optycznym wizjerze znajdziemy ramkę kadru, która stara się przesuwając po wizjerze zmniejszyć błąd paralaksy wynikający z konstrukcji wizjera optycznego umieszczonego kilka centymetrów od obiektywu. Znajdziemy również w wizjerze informację o trybie, na którym obecnie pracujemy, wartości  ekspozycji ( czas, przesłona, czułość ) oraz wartość kompensacji ekspozycji. Natomiast wizjer elektroniczny to przede wszystkim 100% kadru w porównaniu do 90% w wizjerze optycznym. I dlatego też głównie pracuję na EVF, który pozwala mi dokładnie ustalić kadr i jego naświetlenie. Oczywiście nie możemy zapomnieć o ważnym i w sumie jednym z podstawowych zalet wizjera elektronicznego, możliwości podglądu na żywo zmiany kompensacji ekspozycji.  W wizjerze elektronicznym możemy włączyć / widzieć tak naprawdę wszystko: poziomice elektroniczną, histogram, rodzaj balansu bieli, skalę odległości, rodzaj włączonej symulacji filmu, ustawienie zakresu dynamicznego oraz takie podstawowe informacje jak moc baterii, lampę błyskową czy ekspozycję. Osobiście wyłączyłem te wszystkie pomoce, zostawiając tylko ekspozycję i drabinkę z kompensacją ekspozycji by „nie zaśmiecać” sobie kadru w wizjerze podczas robienia zdjęć. EVF jest naprawdę duży i przyjemny podczas kadrowania. Posiada on 1.44 mln pikseli co jest dobrym wynikiem nawet dzisiaj. Przede wszystkim chwalę go za to, że nie „smuży” aż tak jak inne wizjery elektroniczne z tamtych lat.  Tak jak wspomniałem, głównie pracuję na EVF, ale gdy trafiam na ostre źródło światła, które nie jest mi w stanie przetworzyć w swoim zakresie elektroniczny wizjer z pomocą przychodzi jego brat OVF który pozwala uchwycić i co ważne uratować moment.

Mamy tu pierwszy minus, jest to niedokładna praca Autofokus’a w wizjerze OVF, a dokładnie punkt ostrości, który nie znajduje się tam gdzie miała by wskazywać zielona ramka punktu ostrości.

RAF_8709

3. Sprawność działania i praca Autofokus’a

Tutaj od dnia premiery zmieniło się sporo, aparat zaczął działać w akceptowalnym czasie, AF w  bardzo dużej większości przypadków już się nie gubi, czas wybudzenia oraz włączania aparatu jest znacząco krótszy,  a wynika to z szeregu aktualizacji oprogramowania. Inżynierowie najwidoczniej wycisnęli soki z procesorów, które odpowiadają za szybkość działania aparatu :]  Oczywiście nie jest to wynik na dzień dzisiejszy rewelacyjny, aczkolwiek w moim przypadku wystarczający przy fotografowaniu wydarzeń rodzinnych, wypadów za miasto ze znajomymi, oraz fotografii ulicznej i dokumentalnej. Punkty AF są rozłożone w wizjerze na około 70% kadru- także naprawdę nieźle. Minusem jest praca po zmroku, wydajność spada znacząco, ustawienie ostrość trwa czasem ponad sekundę. Pytanie tylko jak często chcemy tym małym aparatem pracować w tak trudnych warunkach, gdzie niejednokrotnie aparaty z „wyższej” półki cenowej radzą sobie równie przeciętnie. Oczywiście chciało by się zawsze dokładniej, szybciej, i oczywiście możemy  to otrzymać w modelu x100t, ale trzeba zadać pytanie czy różnica 3000 zł jest warta tej prędkości, czy może wydajność układu AF w x100 na co dzień jest dla nas wystarczająca, a kwotę 3000 zł nie lepiej spożytkować na bilet i pobyt w ciepłym, egzotycznym miejscu na drugim końcu świata ;] Drugi minus to wydajność baterii, która w najlepszym wypadku oscyluje w okolicach 250 zdjęć. Dlatego też noszę ze sobą zawsze dwie zapasowe baterie, które rozwiązują problem.

4. Obiektyw oraz matryca = Jakość obrazu

Użyty w X100 obiektyw ma ogniskową 23 mm, co odpowiada kątowi widzenia na 35 mm dla małego obrazka, który jest moim ulubionym kątem, trzeba przy tym pamiętać że ów kąt faktycznie odpowiada 35 mm a wynika to z użytej matrycy APS-C, w której mnożnik ogniskowej wynosi  x1.5. Warto też pamiętać, że sama głębia będzie odpowiadać głębi obiektywu 23 mm.  Obiektyw jest naprawdę niewielki, nie haczy w kieszeni kurki czy też bluzy, gdyż wystaje z korpusu niespełna 1.5 cm, co warto podkreślić przy niezłym wyniku  jasności szkła, jaką jest przysłona f2.0. Przy tak niewielkim rozmiarze występują takie wady optyczne jak winietowanie i spadek rozdzielczości na rogach kadru. Po prostu na maksymalnym otworze przysłony nie jest „demonem” parametrów. Oczywiście obiektyw w pełni swobodnie można używać ( co bardzo często robię ) przy przesłonie f2.0, a jego miękkość w oddaniu szczegółów na tej przesłonie można zniwelować w prosty sposób przesuwając suwak ostrości w okolice + 25 w programie do wywoływania plików RAW. Od przysłony f2.8 mamy już przysłowiową „żyletę”, a wspomniane wady wraz z dalszym przymykaniem przesłony znikają.

Wspomniana matryca APS-C spisuję się bardzo dobrze jeśli pamiętamy, że aparat wyszedł na świat w 2010r. Sprawnie można pracować w zakresie ISO do 1600, do tej czułości według mnie ziarno nie przeszkadza, a praca z kolorem nie jest uciążliwa, natomiast ISO 3200 używam jedynie w wyjątkowych sytuacjach. Czyli mniej więcej zachowuje się tak jak matryce w aparatach Canon 650D i Nikon d5100 jeśli chodzi o ISO. Matryca przypadła mi do gustu pod jeszcze dwoma względami, przejścia tonalne które są płynne i naturalnie a zarazem przyjemne dla oka. Kolejną zaletą jest możliwości wyciągnica wielu informacji w cieniach i światłach z pliku RAW.

Obiektyw wraz z matrycą tworzą w tym aparacie uszyty na miarę tandem. Tandem ten daje mi już mniej werbalne a na pewno subiektywne odczucia, które są jak najbardziej pozytywne, bo na jakie jednostki można przełożyć świetny charakter w jakim rysuje obiektyw czy przyjemna i owocna praca na kolorze jaką daje mi surowy plik z matrycy.

RAF_8711

6. Posumowanie

X100 to z jednej strony aparat z  świetnym hybrydowym wizjerem, niezłą jak na 2016 rok matrycą, dobrym uniwersalnym obiektywie 35 mm mającym swój unikalny charakter rysowania oraz genialną ergonomią użytkowania z najwyższej półki. Po drugiej zaś stronie mamy kulejący po zmroku układ AF, który w ciągu dnia po mimo, iż nie jest demonem szybkości poradzi sobie z większością fotografowanych motywów, nie licząc ujęć sportowych i fotografii dzikiej natury.

W moim przypadku zakup X100 był świadomym wyborem aparatu, w którym ważne zalety górowały nad minusami. Dzięki temu dzisiaj w torbie mam zawsze przy sobie niewielki, lekki aparat, który w pełni rozumiem mając na uwadze jego słabości. Sam aparat natomiast odpłaca się udanymi kadrami, które wielokrotnie dają mi oraz moim bliskim dużo radości i satysfakcji co jest jedną z najważniejszych rzeczy w tej dziedzinie.

Rafał Kulwiec

RAF_8715

Napisz komentarz jako pierwszy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *